Dzisiaj mamy: Niedziela 28.05.2017

Szwedzki o pracy w Wesołym Miasteczku: Są nagrobki, jest czaszka, krzesło elektryczne. Wśród tych wszystkich potworów, znalazł się Szwedzki

IMG 4141Na „Krzywych Lustrach" w Śląskim Wesołym Miasteczku pojawiła się znana postać. Jest cmentarzysko, krzesło elektryczne i jest on. Rozmawiam ze Szwedzkim, autorem postaci, która zagościła już na setkach murów w Polsce i za granicą. Artysta bardzo chroni swoją prawdziwą tożsamość, nawet do zdjęcia pozuje w masce. Ale na wywiad udało się go namówić.

– Bujna czupryna, charakterystyczny nos, niewidoczne oczy. Kim jest Szwedzki?

– No, Szwedzki to jestem ja, człowiek, który maluje postaci. Głównie jedną – moje alter ego. Ono chodzi po miastach, zwłaszcza śląskich, i komentuje rzeczywistość.

– W jaki sposób? Sarkastycznie?

– Trochę sarkastycznie, trochę ironicznie. Przedstawia różne sytuacje, zachowania ludzi, konkretne miejsca.

– Czyli Szwedzki jest trochę cynikiem?

– Chyba więcej niż trochę. Staram się, aby jego komentarze miały kontekst, punkt odniesienia. Na przykład nieopodal Tesco, w Silesia City Center, Szwedzki stoi z butelką wina i mówi: „Lubię często Fresco z Tesco". To odnosi się do tego, że większość społeczeństwa wybiera jednak te trunki z, ujmijmy to, nieco niższej półki. Innym razem, moja postać, słowami: „do roboty", zaprasza do oddalonego o kilkaset metrów Urzędu Pracy w Siemianowicach Śląskich. Chcę, aby było trochę przewrotnie, ale i humorystycznie.

– Szwedzki jest luzakiem?

– Zdecydowanie. Czasem zastanawia mnie, jak bardzo poważnie ludzie podchodzą do życia. Jest oczywiście grupa, która – podobnie jak ja – traktuje rzeczywistość z przymrużeniem oka. Ale są też tacy, którzy biorą wszystko niezwykle serio, zaciekle komentują każde graffiti. Szwedzki zdecydowanie się od tego odcina. Wiele go bawi, niczym się specjalnie nie przejmuje.

– Słyszałem gdzieś, że namalowałeś już około tysiąca swoich postaci. Gdzie je można spotkać? Gdzie chciałbyś, aby jeszcze się pojawiły?

– Najwięcej jest ich w Katowicach i okolicy. Całkiem sporo powstało w Sosnowcu. Na pewno pojawią się w Bytomiu, Chorzowie, Rudzie Śląskiej. Zaistniałem też w miejscach bardziej oddalonych. Jeden portret ocalał w Warszawie. Malowałem też w Białymstoku, Gdyni, ale i poza krajem, w Budapeszcie, Pradze. Ostatnio, podczas wakacji, dwie grafiki powstały na Słowacji. Zawsze, gdy gdzieś jadę, staram się zostawić po sobie ślad. Nie mam szczególnych marzeń, dotyczących konkretnych miejsc. Najważniejszy jest dobry pomysł.

– Jak wybierasz te miejsca? Widzisz ścianę i mówisz: o, tu Szwedzki pasowałby idealnie?

– Mniej więcej właśnie tak. Zdarza się, że robię to trochę na siłę, bo dawno nic nie namalowałem.

– Nałogowo?

– W jakimś stopniu, po tygodniu bez malowania zaczyna mnie nosić. Zawsze staram się, aby moja praca komponowała się z okolicą. Ja również muszę się z nią dobrze czuć. Niektóre miejsca odkładam na później. Myślę o nich. Wracam, gdy mam gotowy pomysł.

– Tak było ze Śląskim Wesołym Miasteczkiem? Szwedzki przed kilkoma tygodniami zadomowił się na budynku „Krzywych luster".

– Zaczęło się od Śląskiego Parku Linowego. Z przyjemnością podjąłem się zleconego mi tam zadania. Efekt chyba się spodobał. Niedługo potem otrzymałem propozycję przemalowania „Krzywych luster".

– Opowiedz o tej realizacji. Szwedzki jest tu w dość nietypowej roli...

– Na piętrze można podziwiać krzywe lustra, które mają bardziej zlewać się z otoczeniem, niż wybijać na pierwszy plan. Elewację wypełnia obraz rodzinki. Na pierwszym planie jest dziewczynka, która – dzięki lustrom właśnie –ma zniekształconą twarz i plecy. Po prawej jest matka, z drugiej strony, w lustrach, odbijają się ojciec z synem. Od frontu budynku, do atrakcji zaprasza inny chłopczyk. Parter, jako sala strachu, został zaaranżowany na opuszczone cmentarzysko, pełne zombie. Są nagrobki, jest czaszka, krzesło elektryczne. Wśród tych wszystkich potworów, znalazł się Szwedzki, również wcielony w zombie. Ma zieloną skórę, potargane ubrania i braki w uzębieniu. W krótki sposób komunikuje wszystkim, że zmierza do wyjścia.

– Można się go bać?

– Myślę, że chyba jednak nie. Jestem z niego bardzo zadowolony, ale raczej nie straszy. Nawet w tej scenerii, wydaje się sympatyczny. Zresztą ludzie zazwyczaj reagują na niego pozytywnie. Zdarza się, że nie wiedzą, że to akurat on. Dla nich, to uśmiechnięty chłopek z wielkim nosem.